2013-02-18 13.34.27

2013-02-12 16.22.19

2013-02-18 13.35.46

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Publicités

DSCF0106

powiem tak: czas pędzi jak szalony i chyba mam mu to troszkę za złe, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło jak mówi porzekadło.

w międzyczasie działy się rzeczy. rzeczy mniej i bardziej miłe pod różnymi względami, ale jako, że za dziesięć lat wolę pamiętać tylko te dobre, to te złe zakopię gdzieś przy grobie słowackiego na cmentarzu na montmartre.

1. sery wstąpiły na krótką chwilę do miasta świateł i chyba się dobrze bawiły, a ja razem z nimi! hitem tygodnia był wjazd na szczyt wieży eiffla w bezchmurny/słoneczny/ciepły dzień, gdzie mogłam się wysikać na wysokości 280 metrów, teraz mogę umrzeć w spokoju. robiliśmy jeszcze inne klasycznie paryskie rzeczy jak picie kawy w paryskich kawiarniach, opalanie się w ogrodach tuileries i szukanie kur z bronzu na pchlim targu.

2. wyruszyliśmy z etienne na poszukiwanie wiosny. zabrało nam to tydzień, a nawet i dłużej, ale w takim doborowym towarzystwie… znaleźliśmy trochę na promenade plantee (w postaci kwitnących drzew, kwiatów i dużej ilości słońca) i w lasku vincennes (zamek niestety był zamknięty, ale jeszcze tam powrócimy!), i na cmentarzu na montmartre (szczególnie w postaci kotów wylegujących się na grobach biednych paryżan), i spacerując po zgrabnych uliczkach wokół biustu dalidy (trzeba dotknąć, bo to przynosi szczęście!), zahaczając o winnicę, sexodrome i malownicze skwerki.
rozpieszczaliśmy też nasze kubki smakowe jedząc sushi i krewetkowy udon w mojej ulubionej susharni, stek z pycha sosem pieprzowym w RU i przygotowując coraz to lepsze dania w mojej skromnej izbie na simplon, takie jak omlet z pistacjami, słoniowe puree i smoothie red devil.
poza tym być może IN DA KITCHEN doczeka się reaktywacji (http://indakitch.blogspot.fr/), wyczekujcie z niecierpliwością!
byliśmy jeszcze w luwrze pooglądać mumie i hieroglify, a że o 21 to mało kto myśli o ukulturalnianiu się to mogliśmy korzystać z w miarę pustych korytarzy. potem obowiązkowo obserwacja la tour eiffel qui petille no i spotkanie z philippem etchebestem, żeby nie było cata(strophe).

3. ale prawdziwą wiosnę znaleźliśmy w sobotę u etienne w le plessis-belleville, gdzie przy temperaturze 16/17 stopni to już nawet nie potrzebowaliśmy szalików. spacer wśród pikardyjskich pól był bardzo udany, bo znaleźliśmy prawdziwe bazie i nory królików i wiosneny wiaterek i biedronkę, w ogrodzie krokusy, a w leclercu nawet liczi w syropie (co było nielada wyzwaniem, wierzcie mi!). mama etienne uraczyła nas prawdziwą choucroute czyli francuskim bigosem i dwukolorowym danette i boudin blanc (nie mylić z budyniem, to raczej biała kiełba), więc jest co wspominać. a my graliśmy jeszcze w samurajów i w kręgle i prawie skończyliśmy wielkie puzzle z tygryskiem syberyjskim.a, a na ulicy obok był pożar jednego z domów, bardzo przykre.

4. przyszedł nowy tydzień, a wraz z nim odeszła wiosna i powróciła zima. powróciła dosłownie, bo w poniedziałek, gdy się obudziliśmy to świat był przyprószony śniegiem, a dziś to nawet w paryżu śnieży cały dzień bez przerwy, wszystko białe, samochodów tyle, co kot napłakał, RERy i pociągi nie działają, kolejny koniec świata. ja za to mam bardzo przyjemny widok z okna.

5. do mniej przyjemnych rzeczy należy pisanie dossiers/prac, ale zajęcia okazują się czasem ciekawe, tak jak dzisiejszy wieczorek z rudzią, gdzie dowiedziałam się, że aby w niektórych afrykańskich szkołach dzieci mówiły po francusku (a nie w swoim języku plemiennym typu wolof czy bombara), nauczyciel zakładał dziecku, które mówiło w swoim języku, krowią czaszkę na szyje. następnie takie dziecko musiało znaleźć innego ucznia, który miał czelność mówienia po nie-francusku na terenie szkoły i wtedy czaszka zostawała przekazana temu delikwentowi. dziecko, które na koniec dnia zostało z czaszką na szyji musiało odbyć karę. ot, taka ciekawostka.

o, i naprawili nam windę.

2013-02-09 17.57.00

słynna krzywa wieża w p./migawka z zeszłego weekendu

***

dzisiejszy wieczór z fińskim zapowiada się bardzo pasjonująco- zrobienie trzyminutowej transkrypcji nagrania satu, która nawija jak katarynka, to nie lada wyzwanie. ale podołać podołam, szczególnie, że natchnęło mnie dzisiejsze celebrowanie chińskiego nowego roku w 13tej dzielni- ze smokami, świecącymi spodniami, chintokami w maskach, z wachlarzami i kolorowych kapeluszach. ludzi było chyba ze dwa miliardy, ale takie z nas spryciarze (etienne i ja), że oczywiście pierwszy rząd był zarezerwowany dla nas. parada zaczęła się od przejazdu gendarmerie, potem chinki w różowych kostiumach, następnie te w zielonych odtańczyły taniec z wachlarzami, potem szli bębnniarze, ciężarówka ze smokiem i wężem, ogromne psy (według mnie) ala smoki (według etienne’a), i wielkie smoki ciągnące się przez 20 metrów, kolejne ciężarówki z dziewczynkami sypiącymi kwiaty i krzyczącymi ‘bonne annee!!’ do wszytskich małych chińskich (i nie tylko zesztą) dzieci, były jeszcze tajlandki z parasolkami i dłuuuugimi złotymi pazurami, budda palący kadzidła, chińczyk z bardzo sztuczną brodą, taniec w maskach z tyłu głów oraz taniec w głowach ala humpty dumpty oraz cała społeczność najbardziej azjatyckiej dzielni paryża.

nie można zapomnieć o sprzedawcach balonów hello kitty i konfetti na każdym kroku, huku (mi się wydawało, że to koniec świata) petard i ogólnej wrzawie, tłumie i wielkiej fieście na mieście joł tak mi się zarymowało.

gdy nam się już znudziła parada przeszliśmy się avenue de choisy oglądając wystawy istnie chińskich sklepów, gdzie można kupić miliony filiżanek i czajniczków do herbaty, złote koty kiwające głowami, chińskie noworoczne czapki za 6 euro, kadzidła, tanią herbatę i wszytsko inne made in china. w witrynach restauracji dumnie prężyły się pieczone gęsi (jeszcze z głowami!), prosiaki i kaczki.

wyprawa na drugi koniec paryża się opłaciła, ale mrozik dał o sobie znać (choć od kilku dni słonecznie, polecam!) więc z chęcią wrócilismy do mnie na smażone ziemniory z szyną i warzywami, a potem kisiel, który okazał się wielkim hitem!

jutro przybywają SERki, co będzie się działo!!

2013-01-02 13.07.45

voila, takie skarby można znaleźć przechadzając się wzdłuż brzegów sekwany. i to nie byle gdzie, tuż koło mostu alexandre III, który prowadzi od champs-elysees do les invalides.
czyżby były to odpady pochodzące z peniches- domów-statków cumujących w tamtych okolicach??
pływający dom piękna sprawa, sama chciałabym taki mieć.

tumblr_m1at3iZquz1qcxuvko1_500

żyję żyję i mam się dobrze, po prostu napatoczył się drugi semestr i znowu mam na głowie sprawki administracyjno-papierasowe. weekend rozpoczynam w czwartek po południu, co w porównaniu z zesżłym semestrem i weekendem w srodowy poranek jest znacznym pogorszeniem sytuacji, ale dobry news jest taki, że we wszystkie dni zaczynam o 11 🙂
mam całkiem kul zajęcia z ‘diachronie’, gdzie badamy protofonemy i protojęzyki, z ‘syntaxe’, gdzie robimy komutacje, a na zaliczenie będę badać język fiński, do tego zajęcia o dumnej nazwie ‘diversite du francais dans le monde’ ze słynną madame canut i jej wierną pomocnicą, ‘le texte litteraire’ ze śmieszną panią, która sobie ciągle szydzi z podręczników do francuskiego i jak dobrze pójdzie to ‘lexicologie’.

z pozostałych nowinek to

– wczoraj odbył się kolejny seans biegowy na moich stałych już schodach prowadzących na montmartre (a tak swoją drogą to przypomniała mi się zimowo-śniegowa przygoda natalii ze zjeżdżaniem po tychże schodach na kartonie po rybach o 4 nad ranem, pozdro!),
– w metrze ostatnimi czasy ciągle jakieś opóźnienia, wczoraj przez jakiegoś osobnika, który z premedytacją (?) spacerował sobie po torach
– odkryłam gejowską (i nie tylko) księgarnie na marais, plus super herbaciany sklep, gdzie zdegustowałam herbatę o bardzo francuskiej nazwie love, plus dżinsowe koszule w cenie butelki wina, plus la croissanterie na boulevard saint-germain, gdzie za jedyne 2 euro można się uraczyć kawą i pain au choco
– etienne wrócił z rosji i zeszły weeend spędziłam bardzo produktywnie w plessis-belleville na robieniu naleśników (bo w sobotę było święto naleśnika!!), bieganiu i oglądaniu ‘un diner presque parfait’
– z okazji wyjazdu kilku osób do ojczyzny odziedziczyłyśmy z silvią niezły spadek- środków czyszczących to starczy nam chyba do końca świata, do tego papier toaletowy, kakao, herbata, pełna lodówka, piękne pudła z ikei, a nawet kapcie klaudiusza
– dziś na kolację krem szparagowy z grzankami i SEREM
– david beckham w psg, szalone szaleństwo!! chociaż podobno nic nie przewyższy ‘folie zlatan’, który zresztą powiedział w wywiadzie, że swoja własna autobiografia była drugą książką, którą przeczytał w całym swoim życiu futbolisty
– w paryżu ma powstać pierwsza we francji ‘salle de consommation de drogue’, czyli sala, gdzie będzie można legalnie brać narkotyki ( co ma podobno pomóc tym ciężko uzależnionym wyjść z opałów)
– no i bym zapomniała o najważniejszym- byłam na słynnej manifie w sprawie mariage gay i równości i tęczowych flag: kupa, a nawet dwie, ludzi, ale przemarsz z denfert-rochereau do bastylii był godny

bon. nie lubię pożegnań, więc żadnych poematów ku czci klaudiusza, ani diany, ani innych co wyjechali, nie tworzyłam, ale trza przyznać, że samotne obiady w resto-u to nie to samo.
o paryżu, a jak ja będę rzewnie płakać, kiedy przyjdzie mi cię opuścić??