archive

Uncategorized

koty w paryżu są, trzeba tylko dobrze szukać. ja znalazłam kilka na montmarte i okolicy oraz na butte aux cailles, czyli w dawnych wioskach.

2013-04-18 12.11.03

DSCF0165

DSCF0024

DSCF0060

DSCF0009

Publicités

belleville. ‘piękne miasto’. dzielnica na północnym-wschodzie paryża, kiedyś wioska, od 1860roku wchodząca w skład miasta. miejsce, gdzie miesza się dużo narodowości, od polaków i żydów zaczynając, kończąc na azjatach wszelakiej maści. jest kolorowo, czasem zielono (jedne z nielicznych w paryżu domy z ogrodami!), ulice pną się w górę, albo zbiegają w dół (z pewnością wielką frajdą sprawiłby zjazd rowerem w dół rue de menilmontant, ale to chyba trzeba wypróbować po zmierzchu, kiedy ruch mniejszy), czasem strasznie (kiedy zahaczysz o uliczkę, w której normalnie śmiertelnicy nigdy nie stawiają stopy). jest jeszcze masa miejsc do odkrycia.

2013-05-13 18.16.57

2013-05-13 18.54.47

DSCF0064

DSCF0069

takie śliczności tylko na boulevard ornano. *** weekend w LPB u etienna, bylismy biegać wśród rzepakowych pól i na merguezowym grillu u yann'a i w końcu obejrzałam 'kick ass'. wczoraj większość dnia przeleżałam w łożu z bólem głowy i paracetamolem, ale wieczorem mi przeszło i mogliśmy oddać sie twórczości artystycznej w królewskich ogrodach duchesse bibiche. dziś w paryżu deszcz, opróżniam lodówkę i liczę pieniądze.

DSCF0188

oj, kopę lat! ale bez paniki- żyję i mam się dobrze.
przyszła wiosna, z bardzo wygórowanymi temperaturami w stylu dziś 25stopni i słońce się leje z nieba, i drzewo przed moim oknem w ciągu tygodnia sie zazieleniło prawdziwie soczystą zielenią, i między paryżanami trwa walka o każdy skrawek trawy, i ludzie są jakoś bardziej uśmiechnięci, i w jardin de luxembourg dzieci puszczają łódki, i koniec z kożuchami, kozakami i wełnianymi majtkami.

na wielkanoc byłam w burgundii (czyli krainie wina, ślimaków i musztardy z dijon) u wujostwa etienna z całą jego rodziną i było wyśmienicie. napadało trochę śniegu, ale to nie przeszkodziło nam w wygraniu ‘chasse aux oeufs’, czyli poszukiwaniu czekoladowych jaj w ogrodzie, i w dobrym jedzeniu i w rozgrywkach w cluedo i w karmieniu koni i rozmowie z prawdziwymi vaches charolaises (http://pl.wikipedia.org/wiki/Charolaise).

w tym tygodniu miałam do oddania dwa dossier, więc jak zwykle była panika na ostatnią chwilę, ale przeżyłam pijąc litry kawy i jedząc taboule z rodzynkami. w poniedziałek mam jeszcze do oddania moje słynne dossier z fińskiego a potem dwa tygodnie wakacji przed ostatnimi egzaminami! ahoj przygodo!
etienne zaczął swój staż po drugiej stronie paryża, niech moc będzie z nim, szczególnie w transporcie miejskim, który ciągle płata figle. dzięki bogu za jaśminową herbatę, i za domowe smoothie i za kury i słonie z origami, i za żarty z tamarin, i za veliby i za wodę w kranie, bo inaczej życie byłoby jak niekończące się schody na montmartre (pozdro dla biegaczy co mnie ostatnio odwiedzili- czyt. owcy, zuzi, matuli i pazia!).

ostatnio była inauguracja SEZONU NA STEK tzn. byliśmy z etienne w buffalo grill na placu blanche, z widokiem na moulin rouge (kiedy dziadek czesław opowie mi, jak tam jest w środku?) i jedliśmy pyszności typu mięsooooo i creme brulee i ziemniaki z pieca. + inauguracja SEZONU NA KEBAB pod tytułem ‘wyżerka za 5 euro’, tym razem z silvią, zawitałam w końcu do kebabistanu 30sekund od mojego domu i się nie zawiodłam. + inauguracja SEZONU NA LODY, najpierw u etienna, a wczoraj kiedy się szwendałyśmy z silvią przy boulevard saint-germain, znalazłyśmy najlepszą włoską lodziarnię, a mianowicie lodziarnię GROM na rue de seine i tam……. najlepsze lody w życiu! nie żartuję!

pozdro dla wszytskich, którzy zainaugurowali innne sezony typu sezon na bieganie, sezon na pisanie licencjatu, czy sezon na zbijanie bąków!

apocalypse
(fotka od http://parissansquittermafenetre.blogspot.fr/)

sny o paryżu i po francusku powoli stają się standardem, prawidłowo przestrzegam też zasad żywienia à la francaise [obiad w normalny dzień NAJPÓŹNIEJ o 14 (ewentualnie weekendowy brunch:)), po południu obowiązkowy gouter(podwieczorek), po kolacji trzeba wymuskać talerz bagietką i zagryźć serem a wszystko zwieńczyć deserem, nie ma zmiłuj], a nonszalancja to moje drugie imię.

nie no, tak na serio nadal żyję, tylko gdzie ta wiosna? mój dzisiejszy spacer w deszczu piątej dzielnicy był uroczy, ale chciałabym już zrzucić kożuch.