archive

Archives Mensuelles: février 2013

2013-02-09 17.57.00

słynna krzywa wieża w p./migawka z zeszłego weekendu

***

dzisiejszy wieczór z fińskim zapowiada się bardzo pasjonująco- zrobienie trzyminutowej transkrypcji nagrania satu, która nawija jak katarynka, to nie lada wyzwanie. ale podołać podołam, szczególnie, że natchnęło mnie dzisiejsze celebrowanie chińskiego nowego roku w 13tej dzielni- ze smokami, świecącymi spodniami, chintokami w maskach, z wachlarzami i kolorowych kapeluszach. ludzi było chyba ze dwa miliardy, ale takie z nas spryciarze (etienne i ja), że oczywiście pierwszy rząd był zarezerwowany dla nas. parada zaczęła się od przejazdu gendarmerie, potem chinki w różowych kostiumach, następnie te w zielonych odtańczyły taniec z wachlarzami, potem szli bębnniarze, ciężarówka ze smokiem i wężem, ogromne psy (według mnie) ala smoki (według etienne’a), i wielkie smoki ciągnące się przez 20 metrów, kolejne ciężarówki z dziewczynkami sypiącymi kwiaty i krzyczącymi ‘bonne annee!!’ do wszytskich małych chińskich (i nie tylko zesztą) dzieci, były jeszcze tajlandki z parasolkami i dłuuuugimi złotymi pazurami, budda palący kadzidła, chińczyk z bardzo sztuczną brodą, taniec w maskach z tyłu głów oraz taniec w głowach ala humpty dumpty oraz cała społeczność najbardziej azjatyckiej dzielni paryża.

nie można zapomnieć o sprzedawcach balonów hello kitty i konfetti na każdym kroku, huku (mi się wydawało, że to koniec świata) petard i ogólnej wrzawie, tłumie i wielkiej fieście na mieście joł tak mi się zarymowało.

gdy nam się już znudziła parada przeszliśmy się avenue de choisy oglądając wystawy istnie chińskich sklepów, gdzie można kupić miliony filiżanek i czajniczków do herbaty, złote koty kiwające głowami, chińskie noworoczne czapki za 6 euro, kadzidła, tanią herbatę i wszytsko inne made in china. w witrynach restauracji dumnie prężyły się pieczone gęsi (jeszcze z głowami!), prosiaki i kaczki.

wyprawa na drugi koniec paryża się opłaciła, ale mrozik dał o sobie znać (choć od kilku dni słonecznie, polecam!) więc z chęcią wrócilismy do mnie na smażone ziemniory z szyną i warzywami, a potem kisiel, który okazał się wielkim hitem!

jutro przybywają SERki, co będzie się działo!!

2013-01-02 13.07.45

voila, takie skarby można znaleźć przechadzając się wzdłuż brzegów sekwany. i to nie byle gdzie, tuż koło mostu alexandre III, który prowadzi od champs-elysees do les invalides.
czyżby były to odpady pochodzące z peniches- domów-statków cumujących w tamtych okolicach??
pływający dom piękna sprawa, sama chciałabym taki mieć.

tumblr_m1at3iZquz1qcxuvko1_500

żyję żyję i mam się dobrze, po prostu napatoczył się drugi semestr i znowu mam na głowie sprawki administracyjno-papierasowe. weekend rozpoczynam w czwartek po południu, co w porównaniu z zesżłym semestrem i weekendem w srodowy poranek jest znacznym pogorszeniem sytuacji, ale dobry news jest taki, że we wszystkie dni zaczynam o 11 🙂
mam całkiem kul zajęcia z ‘diachronie’, gdzie badamy protofonemy i protojęzyki, z ‘syntaxe’, gdzie robimy komutacje, a na zaliczenie będę badać język fiński, do tego zajęcia o dumnej nazwie ‘diversite du francais dans le monde’ ze słynną madame canut i jej wierną pomocnicą, ‘le texte litteraire’ ze śmieszną panią, która sobie ciągle szydzi z podręczników do francuskiego i jak dobrze pójdzie to ‘lexicologie’.

z pozostałych nowinek to

– wczoraj odbył się kolejny seans biegowy na moich stałych już schodach prowadzących na montmartre (a tak swoją drogą to przypomniała mi się zimowo-śniegowa przygoda natalii ze zjeżdżaniem po tychże schodach na kartonie po rybach o 4 nad ranem, pozdro!),
– w metrze ostatnimi czasy ciągle jakieś opóźnienia, wczoraj przez jakiegoś osobnika, który z premedytacją (?) spacerował sobie po torach
– odkryłam gejowską (i nie tylko) księgarnie na marais, plus super herbaciany sklep, gdzie zdegustowałam herbatę o bardzo francuskiej nazwie love, plus dżinsowe koszule w cenie butelki wina, plus la croissanterie na boulevard saint-germain, gdzie za jedyne 2 euro można się uraczyć kawą i pain au choco
– etienne wrócił z rosji i zeszły weeend spędziłam bardzo produktywnie w plessis-belleville na robieniu naleśników (bo w sobotę było święto naleśnika!!), bieganiu i oglądaniu ‘un diner presque parfait’
– z okazji wyjazdu kilku osób do ojczyzny odziedziczyłyśmy z silvią niezły spadek- środków czyszczących to starczy nam chyba do końca świata, do tego papier toaletowy, kakao, herbata, pełna lodówka, piękne pudła z ikei, a nawet kapcie klaudiusza
– dziś na kolację krem szparagowy z grzankami i SEREM
– david beckham w psg, szalone szaleństwo!! chociaż podobno nic nie przewyższy ‘folie zlatan’, który zresztą powiedział w wywiadzie, że swoja własna autobiografia była drugą książką, którą przeczytał w całym swoim życiu futbolisty
– w paryżu ma powstać pierwsza we francji ‘salle de consommation de drogue’, czyli sala, gdzie będzie można legalnie brać narkotyki ( co ma podobno pomóc tym ciężko uzależnionym wyjść z opałów)
– no i bym zapomniała o najważniejszym- byłam na słynnej manifie w sprawie mariage gay i równości i tęczowych flag: kupa, a nawet dwie, ludzi, ale przemarsz z denfert-rochereau do bastylii był godny

bon. nie lubię pożegnań, więc żadnych poematów ku czci klaudiusza, ani diany, ani innych co wyjechali, nie tworzyłam, ale trza przyznać, że samotne obiady w resto-u to nie to samo.
o paryżu, a jak ja będę rzewnie płakać, kiedy przyjdzie mi cię opuścić??